samochody uzywane certyfikat budynku mydlarnia filtry patronowe Archiwum newsów - Pomyłki sądowe bywają, oby jak najrzadziej
2007-12-12
Pomyłki sądowe bywają, oby jak najrzadziej
Pomyłek sądowych powinno być jak najmniej, ale o wymiarze sprawiedliwości
dobrze świadczy, że w ogóle je ujawnia - ocenił prof. Andrzej Rzepliński w
czasie dyskusji o tej kwestii w Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Fundacja od 8 lat prowadzi program pod nazwą Klinika Prawa "Niewinność",
która wyszukuje błędy popełnione w śledztwach czy procesach. Nierzadko
włącza się w te postępowania jako Przedstawiciel Społeczny, czy też pisze
opinie prawne dla sądu. W środę zaprezentowała w Warszawie wyniki swych
dotychczasowych prac.
Pierwsza była sprawa dwóch nastolatków skazanych na kary dożywocia za
podwójne zabójstwo w 1998 r., dokonane w Giżycku. Przedstawiciele Kliniki
wielokrotnie analizowali kartoteka tej sprawy i doszli do wniosku, że istnieją
zasadnicze wątpliwości co do winy tych dwóch osób, pomówionych przez innych
nastolatków. Nie udało się wyznaczyć motywu, skazani w życiu nie przyznali się
do zbrodni, a śledztwo miało wady - wbrew to sąd wymierzył obu najwyższe
kary. Wyroki są prawomocne, ale w przypadku pojawienia się nowych dowodów
(których dotychczas nie znaleziono) istnieje opcja wznowienia postępowania. Z
staż sądowej i ustaleń wolontariuszy współpracujących z Kliniką wynika,
że najczęstszymi przyczynami sądowych pomyłek są: zeznania świadków
fałszywie obciążających podejrzanego/oskarżonego, błędy śledczych na
pierwszych etapach dochodzenia, błędy dokonane w czasie okazań i rozpoznania
"sprawcy" przez świadka, fałszywe przyznanie się do winy, błędy w opinii
biegłego, czy pogwałcenie zasady domniemania niewinności.
Prof. Rzepliński - żeby pokazać, że nie chodzi tylko o niesłuszne skazanie,
ale także o niesłuszne uniewinnienie - jako jedną z najsłynniejszych pomyłek
sądowych wymienił sprawę O.J. Simpsona - znanego amerykańskiego sportowca,
uniewinnionego od zarzutu zabójstwa swej żony. "Jego opiekun bronił go
świetnie, ale nie możemy mieć do niego za to zastrzeżeń. On po prostu
bezlitośnie wykorzystał wszystkie błędy popełnione w śledztwie" -
powiedział.
"Zwyczajowo o pomyłce decyduje składnik ludzki" - mówił prok. Cezary
Truszkowski ze stołecznej prokuratury okręgowej. "Prokuratorzy mają o wiele
więcej pracy niż ongiś i jest ich nawet mniej niż sędziów. Wtedy wydają
policji zbyt lakoniczne wytyczne co do czynności śledczych, ewentualnie nie wydają
ich wcale. Potem wszystko zależy od tego, czy sprawa +trafi+ na policjanta-
pasjonata, czy na takiego, co się nie przykłada do pracy. Przy takim
podejściu pomyłki się zdarzają" - powiedział.
Według niego, obecnie bywają sprawy, w których akt oskarżenia liczy przeszło
tysiąc stron, a zarzutów jest kilkaset. "I jak tu się w tym orientować, gdy
ma się jeszcze inne sprawy?" - pytał retorycznie. Podkreślił zarazem, że
przestępcy także nie ułatwiają pracy śledczym i pracowicie słuchają informacji z
postępowań. "A prokuratura pokazała w sprawie dotyczącej ministra Janusza
Kaczmarka, jak można wyznaczyć miejscowość pobytu po telefonie komórkowym. To było
niepotrzebne, bo teraz sprawcy chodzą +na robotę+ bez telefonów" - dodał.
Mł.insp. Sławomir Sosnowski, komendant policji na warszawskiej Pradze
Północ, przyznał, że łatwo o pomyłkę w sytuacji, gdy zawiadomienie o
przestępstwie dociera do policji po dłuższym czasie od jego popełnienia -
np. do sklepu włamano się nad ranem, a wówczas nieco godzin później wzywa
się policję - wcześniej po sklepie chodzą klienci, ochrona, a ślady się
zacierają. "Przyznam Nobla każdemu, kto na miejscu zbrodni znajdzie jakieś
jej ślady po kilku miesiącach" - mówił.
"Jeden z powodów pomyłek sądowych to inicjatywa biegłych, dla których nie
ma nawet szkoleń" - przyznała prof. Ewa Gruza z Uniwersytetu Warszawskiego,
sama występująca w sądach jako biegła z dziedziny kryminalistyki i badań
pisma. Podała przypadek biegłego, który sam wymyślił metodę badania pisma i
na jej podstawie przedstawił sądom 53 ekspertyzy. "Można powiedzieć, że ich
trafność wynosi 50 procent, bo tyle jest szans, że udało mu się przypadkiem
załatwić prawdę. Ale wszystkie te 53 sprawy powinny znaleźć się pod nadzorem
sądów" - powiedziała.
Dr Hanna Gajewska-Kraczkowska z UW, która jest też adwokatem zauważyła, że
pomyłką sądową nie jest tylko niesłuszne skazanie, czy uniewinnienie, ale
niekiedy także "niesłychanie tragiczną pomyłką bywa postawienie zarzutów". Np. w
przypadku, gdy nowy zarząd spółki donosi na stary zarząd, zarzucając mu
nieprawidłowości gospodarcze. "Dla takiego menedżera to śmierć cywilna.
Takie śledztwa trwają latami i w wielu przypadkach są umarzane. Wtedy on sobie zadaje
wątpliwość: kto mi zwróci te lata, gdy nie mogłem pracować?" - mówiła.
Zauważyła także zjawisko "fetyszyzacji opinii biegłych", które nieraz stają
się dla sądu podstawą orzeczenia, bo pokutuje stara zasada, że "na wszystko
trzeba mieć podkładkę", a margines sędziowskiej oceny dowodów zostaje
minimalny. "Ekspert nie orzeka" - zaznaczyła. Pojawia się też jej zdaniem
fetyszyzacja zeznań pokrzywdzonego, bo "skoro jest pokrzywdzonym, to ma
rację" - a nie zawsze tak jest, bywa też, że sądy przywiązują zbyt wielką
wagę do zeznań świadków koronnych, którzy - choć im nie wolno - to czasem
kłamią.
"Pomyłki zdarzają się nie ze złej woli, lecz z lekceważenia pracy. Czasem -
pomimo zasady domniemania niewinności - w +małych sprawach+ pojawia się
syndrom, że nie trzeba się do śledztwa przykładać. Wystarczy, że "coś jest
na rzeczy+" - dodała.
« powrot
Copyright 1996-2007 Klika Onet.pl SA