samochody uzywane certyfikat budynku mydlarnia filtry patronowe Archiwum newsów - Zwycięskie Radiofonia Wolna Stary Kontynent
2007-12-14
Zwycięskie Radiofonia Wolna Stary Kontynent
- Historia Radia Wolna Stary Kontynent to opowieść o pojedynku radia z siłami
państwa, który radiofonia wygrało - powiedział Paweł Machcewicz, pisarz książki
"Monachijska menażeria".
Pozycja bibliograficzna "Monachijska menażeria. Walka z radiem Wolna Stary Kontynent 1950- 1989"
właśnie trafiła do polskich księgarń. Literat przedstawił w niej nie tylko
historię monachijskiej rozgłośni, ale przede wszystkim walkę władz PRL-u o
umniejszenie jej wpływu na społeczeństwo.
Przedstawione w książce Machcewicza dane PRL-owskiego Urzędu Bezpieczeństwa
dotyczące Radia Wolna Stary Kontynent pokazują, że w okresach zmian i ważnych
wydarzeń politycznych, na przypadek na początku lat 80., słuchalność RWE
sięgała zawrotnego pułapu 80 proc. dorosłych mieszkańców Polski. W połowie
lat 60. regularnie słuchało RWE około 45 proc. Polaków, a na początku
spokojniejszych lat 70. niecałe 8 proc. - Wiedzieliśmy, że słuchalność jest
duża, ale nie spodziewaliśmy się, że było aż tak dobrze - mówił przytomny na
piątkowej promocji książki Zdzisław Najder, wieloletni kierownik polskiej
sekcji RWE. Historyk, prof. Andrzej Friszke przypomniał, że Radia Wolna
Stary Kontynent słuchali wszyscy, także sekretarze KC PZPR, klawisze w więzieniach,
wojskowi, policjanci. - RWE było dobrym źródłem informacji o świecie. Polska
Filia Prasowa przez wiele lat sporządzała specjalne biuletyny ze
stenogramami audycji, w szczególności "Faktów, wydarzeń, opinii", które
rozsyłane uprzedni do wysokich urzędników partyjnych. RWE dokonało wielkiej
rzeczy - złamało informacyjny monopol partii - przypomniał Friszke.
Nic więc dziwnego, że władza mobilizowała do walki z RWE wszelkie możliwe
środki. Machcewicz podaje, że w 1955 roku na terenie Polski zainstalowano
aż 249 nadajników zagłuszającego sygnału. W połowie lat 50. wydatki PRL-u na
zagłuszanie uprzedni większe, niż nakład pieniężny emisji wszystkich nadawanych w tym
okresie audycji Polskiego Radia. W latach 50. za słuchanie RWE groziło
więzienie, potem już nie, ale także można się było spodziewać wielu
nieprzyjemności w razie dekonspiracji. Inną drogą dyskredytacji RWE uprzedni
oskarżenia, przedstawianie jego twórców polskiej opinii publicznej jako
kłamców i zdrajców.
Próbowano też przekonać agentów w samej monachijskiej rozgłośni. - Wygrywano
ludzkie słabości, animozje pomiędzy współpracującymi ze sobą na co dzień
ludźmi. Przykładem może być sprawa Wiktora Trościanko, przedwojennego
działacza Stronnictwa Narodowego, niesłychanie ostrego antykomunisty. Niestety,
także antysemity. To właśnie zaważyło, że po 1968 roku Trościanko
zdecydował się podjąć rozmowy z PRL-owskim kontrwywiadem wojskowym, a
pośrednio, z MSW. Trościanko wyobrażał sobie, że prowadzi subtelną grę z
agentami, a tymczasem stał się dla nich bezcennym źródłem informacji -
przypomniał Friszke.
- Oszczercze przypisanie winy Jana Nowaka Jeziorańskiego o kolaborację z Niemcami
podczas wojny jest właśnie owocem sugestii Trościanki. Tym razem służby
PRL-u wygrały prywatną odium Trościanki do szefa - mówił Friszke. - Powinno się
jednak ocenić, że werbowanie osób z radia do współpracy ze służbami PRL
ogólnie nie udało się. Takie przypadki ówczesny odosobnione - dodał Zdzisław
Najder.
Elementem walki z RWE była też przymiarka wprowadzenia na sektor odbiorników
nieprzystosowanych do odbierania fal, na których radiofonia nadawało. Okazało
się jednak szybko, że na podobnej długości fal nadaje radiofonia z Moskwy i
pomysł upadł.
- Ta pozycja bibliograficzna jest moim osobistym hołdem dla ludzi, którzy tworzyli RWE, a
także historią pasjonującego pojedynku pomiędzy radiem a służbami
państwowymi. Nie zważając na że radiofonia miało do dyspozycji o wiele mniejsze środki to
ono, na szczęście, wygrało ten starcie - powiedział Paweł Machcewicz.
Książkę "Monachijska menażeria" opublikował Instytut Pamięci Narodowej.
« powrot
Copyright 1996-2007 Sitwa Onet.pl SA